czwartek, 23 maja 2013

ROZDZIAŁ 2

W poprzednim rozdziale...
-Ale chwila... mówisz, że Zoey powiedziała WAM gdzie pracuję - powiedziałam akcentując słowo "WAM" - Jakim WAM ? - zapytałam zdenerwowana.


Chłopak zaśmiał się krótko, a ja nadal mu się przyglądałam. Jego mina stopniowo się zmieniała, aż przeszła na tryb "poirytowany"
-No chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nasz nie znasz! - Krzyknął.
-Że kogo nie znam? - Próbowałam zachować spokój, co mi chyba za bardzo nie wychodziło... no, ale liczą się dobre chęci.
-No NAS. Mojego zespołu! To znaczy naszego zespołu! Mojego i reszty chłopaków. Jestem Zayn Malik. Kojarzysz?? - pytał nadal poddenerwowany.
-Niee... soryyy, nie uraź się, ale nie znam waszego... zespołu. - nadal próbowałam trzymać nerwy na wodzy, ale on coraz bardziej mnie wkurzał.
-No nie! Haha. Nie zna nas! Doobre! Za mocno się w główkę uderzyłaś? - zapytał z kpiną. Teraz już przesadził...
-Co Ty sobie myślisz?? Że co...?? Że powiesz mi : jestem Zayn Molik... czy jakoś tak...
-Malik... - warknął.
-Gówno mnie obchodzi jak się nazywasz! Jestem Natalie Cavanach... - Odczekałam chwilę, a gdy już otwierał usta, by coś powiedzieć, ja kontynuowałam. - Tak, możesz już zacząć mnie wielbić! Ha. Ha. Ha. Naprawdę jesteś tak głupi i myślałeś, że jak powiesz mi, że jesteś w jakimś tam zespoliku...
-Najpopularniejszym w Anglii... - Znów mi przerwał! Jeśli jeszcze raz to zrobi, to zniekształcę mu tą ładną buźkę! Emm... Czy ja właśnie pomyślałam, że ma ładną twarz?! Uhm.. Co się ze mną dzieje... Znów te nerwy? 
-Nie przerywaj mi! Widocznie nie najpopularniejszym! Jak widzisz: JA Cię nie znam! I co? Myślałeś, że powiesz mi, że jesteś jakąś gwiazdeczką, i co? Liczyłeś, że rzucę się na Ciebie jak jakaś psychicznie chora fanka?? No to wybacz, ale się przeliczyłeś!...
-Ej, ej! Przystopuj... Przecież nie o to mi chodziło! Po prostu zdziwiłem się, że gadasz ze mną normalnie... i wgl... ten, no... - zakłopotał się i nie jestem pewna, ale chyba nasza gwiazdeczka miała rumieńce na policzkach!  
-"ten, no", co??
-No i nie pozwoliłaś się pocałować... - powiedział i od razu wzrok przeniósł na swoje dłonie, a mnie zamurowało. On myślał, że skoro jest gwiazdą to będę go całować?! Bezczelny... 
-No nie! Och! Jak mogłam odmówić pocałunku tak znanej osobie! Co ja najlepszego narobiłam! Błagam Cię! Zapomnij o tym i pocałuj mnie jeszcze raz! - złapałam się teatralnie za głowę. 
-Naprawdę tego chcesz?
-Nie! - krzyknęłam, a zaraz potem zaśmiałam się kpiąco. - Żałosny jesteś... - Spojrzałam na niego, a on patrzał na mnie z... ulgą w oczach...! Ewidentnie była to ulga! Jakby człowiekowi na pustyni basen wody dać! - Co się tak patrzysz? - wiem, że powinnam być wkurzona, ale tak naprawdę byłam zaciekawiona i było to słychać w moim głosie. On uśmiechnął się do mnie i powiedział:
-Uff. Już myślałem, że mnie po prostu nie poznajesz i jak Ci powiem jak się nazywam, to rzucisz się na mnie, a tego bym nie chciał... - Cały czas się uśmiechał. Dziwny jest, czy jak?
-Czemu? Czyżby media mogły nas tu zobaczyć gwiazdeczko? - zadrwiłam. - Już widzę te nagłówki gazet: Zayn ze słynnego zespołu... - i tu się zacięłam, bo nie wiedziałam jak się nazywa ten ich zespolik. Spojrzałam na niego pytająco. Wiedział o co chodzi. 
-One Direction. - powiedział dumnie.
-One Direction? Jednak o Was słyszałam... Chwila, chwila... Gdzie to było...? - Przyglądał się mi. - Aaa... Zoey Was wielbi... - skończyłam zrezygnowana.
-Haha! A widzisz! Jesteśmy najsławniejszym zespołem! - Ten głupek cieszył się jak dziecko. 
-Dobra, dobraa... Zayn ze słynnego zespołu One Direction próbuje przekupić nastolatkę, którą potrącił całując ją! Czy mu się to uda?
-Niee... - zaprzeczył. - Ja to widzę inaczej. - wyszczerzył zęby. - Chociaż... Fajnie byłoby Cię pocałować... - Wzrok wbił w moje usta i udawał, że się zamyślił. Nagle szybko się otrząsnął i powiedział:
-Hej! Hej! Teraz to Ty mnie prowokujesz! - nadal patrzał na moje usta.
-Co? - zapytałam nie wiedząc o co mu chodzi. 
-Przygryzasz wargę Mała... - Szybko zorientowałam się co właśnie zrobiłam i przestałam ją przygryzać.
-Zrobiłam to odruchowo!
-No, no... Tak się tłumacz Mała. - Śmiał się.
-I nie mów do mnie Mała! 
-Okey, okey.
-I bez marzeń mi tu proszęęę... - zaśmiałam się, a on zrobił smutną minkę. Wtedy już nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Gdy się już pohamowałam: - No więc o co chodzi? Czemu nie chciał byś żebym się na Ciebie rzuciła? - na sam dźwięk tych słów znów zaniosłam się śmiechem. On też się śmiał.
-Po pierwsze: nie chciałbym, żebyś coś sobie zrobiła, a po drugie: to... polubiłem Cię taką jaką jesteś... Nie jesteś taka jak fanki, które żeby mnie chociaż dotknąć, zrobiłyby wszystko, albo jak te, które rzucają w nas stanikami na koncertach... - przerwał na chwilę i spojrzał na mnie, ale ja nie chciałam mu przerywać, chciałam, żeby mówił dalej, więc przyglądałam się mu tylko. - Jeszcze NIGDY - zaakcentował słowo "nigdy" - odkąd założyliśmy zespół i odkąd jesteśmy najpopularniejszym boysband'em żadna dziewczyna na mnie nie nakrzyczała...! Nawet moja matka! To było dziwne uczucie, nie powiem, że nie... ale... podobało mi się. - powiedział zakłopotany chyba tym wyznaniem. Patrzałam na niego jak na kogoś, kto ma nie równo pod sufitem, ale w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. On patrzał na mnie nadal zakłopotany, aż w końcu udzielił mu się mój rechot i sam zaczął się śmiał.
-Polecam się na przyszłość! - wykrzyknęłam między wybuchami śmiechu. Gdy już się uspokoiłam powiedziałam  - polubiłeś mnie? Jakoś niewiele osób mnie lubi... noo... nikt mnie nie lubi, nawet ojciec... poza Zoey oczywiście!
-No i poza mną! Nie zapominaj proszę...! - zaśmiał się.
-Chwila, chwila... Mówisz, że jest piątek, tak? - zapytałam.
-Emm... Noo, tak. - zawahał się.
-I jakimś dziwnym trafem byłeś tu akurat wtedy kiedy się obudziłam? - eh. Nie "trawię" tego. Dlaczego on tu jest? Dlaczego jest tu 5 dni po wypadku? Chłopak zaśmiał się.
-Nie, nie dziwnym trafem. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Miał taki śliczny uśmiech... Na sam jego widok robiło mi się lżej na sercu. Kompletnie nie rozumiem dlaczego. Przecież to przez niego tutaj leżę. 
-Skoro nie dziwnym to jakim?
-Zoey pełniła przy Tobie od rana do południa, a ja od południa do rana. - znów tak ślicznie się uśmiechnął.
-Czy to znaczy, ze siedziałeś tutaj ze mną przez całe noce? - otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia.
-No w sumie to... bywało, że leżałem tu, na łóżku obok. - powiedział wskazując na łóżko stojące obok mojego. Dopiero teraz zauważyłam, że było dziwnie blisko mojego, ale nie mam teraz siły się nad tym zastanawiać. - ale nie spałem. Nigdy nie zmrużyłem nawet oka. - uśmiechnął się.
-Nie miałabym Ci tego za złe. - zaśmiałam się. - Zoey często ma głupie pomysły. Nie wierzę, że udało jej się Ciebie do tego wciągnąć...
-To był mój pomysł Natt. - powiedział zniecierpliwiony.
-Co?! Czemu chciałeś tu ze mną zostać? Przecież od tego są pielęgniarki.
-Eh. Sam nie wiem... - zawahał się, ale zachęciłam go serdecznym uśmiechem, postanowił jednak obrócić to wszystko w żart: - No wiesz, jeszcze nigdy nie przejechałem żadnej laski, martwiłem się o Ciebie. - było w tej wypowiedzi trochę szczerości. Niby żart, a jednak... Zamyśliłam się i nawet nie zapytałam czy Zoey wysoko skakała, ze szczęścia jak ich zobaczyła, pewnie cieszyła się, że mnie przejechał. Zaśmiałam się. A co do "żartu" Zayna to miałam tylko jedno pytanie: Dlaczego? To nie dawało mi spokoju... To bez sensu. Zignoruję to. To naprawdę bez sensu. 

                                                                                                                                                                                     
Jest trochę krótszy :) Komentujcie, proszę. :) Czyta to ktoś wgl? :(  Zostawcie po sobie jakiś ślad...

1 komentarz: