Szłam szarą, oświetloną co jakiś czas, dającymi
blade światło lampami ulicą. Robiło się coraz zimniej, trochę się bałam, ale
odkąd skończyłam 5 lat boję się ciemności, nie będę opowiadać dlaczego, a
przynajmniej nie teraz... może kiedyś indziej. I wtedy zobaczyłam, chociaż
nie... najpierw usłyszałam piski opon, potem zobaczyłam światła... wiedziałam,
że muszę uciekać, że muszę się odsunąć, zejść z tego cholernego środka drogi,
ale nie umiałam... to był szok. Nogi wrosły mi w ziemię. Wszystko działo się tak
szybko...
Potem był już tylko ból. Tak... to pamiętam najlepiej. Ten przeraźliwy ból, którego nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi... no może życzyłabym go tylko jednej osobie na tym bezsensownym świecie. Czułam się tak jakby moja czaszka popękała na miliony kawałków. Zaraz po uderzeniu poczułam jak moje nogi odrywają się od szosy. Poczułam za plecami zimny wiatr i opadłam. No i jakby nie było, kolejna fala bólu. Tym razem na plecach. Chyba słyszałam jakiś szum... albo to w mojej głowie szumiało...? Wilgoć wokół bioder. Ból głowy nie dawał mi pomyśleć. Siedziałam w jakimś zagłębieniu. Gdy tak zajmowałam się myślami o sobie całkiem zapomniałam o człowieku, który mi to zrobił. Byłam ciekawa czy jestem tu sama...?? I wtedy zobaczyłam światła zawracającego auta. Przyglądałam się tym manewrom. Podjechało bliżej i zatrzymało się. Ktoś wysiadł. Był to chyba mężczyzna... obraz miałam zamazany. Coraz bardziej kręciło mi się w głowie. Odwróciłam od niego wzrok, myślałam, że tylko na chwilkę, ale gdy znowu go tam skierowałam jego już nie było. Na początku pomyślałam, że uciekł dupek ! Ale zorientowałam się, że jego auto nadal tu jest. I wtedy zobaczyłam jego twarz przed moją. Pochylił się nade mną i przyglądał się mi, a ja jemu. Miał ładne, głębokie brązowe oczy, był młody, może trochę starszy ode mnie. Ciemna karnacja, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo było ciemno, a w głowie coraz bardziej mi się kręciło... Powieki robiły się coraz cięższe.
-Nic Ci nie jest? - usłyszałam. Otworzyłam szerzej oczy. Chciałam wykrzyczeć mu w twarz: Jak to nic mi nie jest?! Wgl jak śmiesz o to pytać?! Wszystko mnie boli! Głowa mi pęka!! A Ty się jeszcze pytasz czy nic mi nie jest? Ale nie umiałam otworzyć ust. Wargi były niesamowicie ciężkie. Nic nie powiedziałam. Podnosiłam tylko co chwile, ale już coraz rzadziej bardzo ciężkie powieki. Chciałam mu się lepiej przyjrzeć na wypadek gdyby chciał mnie tu zostawić i uciec, a ja mogłabym spokojnie podać jego rysopis. Miał ciemne włosy... i więcej nie zobaczyłam, bo gdy po raz kolejny zacisnęłam powieki już nie mogłam ich otworzyć... głowa nadal bolała i także zrobiła się niespotykanie ciężka. Jej też nie miałam siły utrzymywać... nie chciałam jej już utrzymywać. Opadła...
-Cholera! Nie! - znów usłyszałam jego głos i nagle oderwałam się od ziemi, ten chłopak mnie podnosił... Nie ważyłam za dużo, ale dla niego podniesienie mnie nie było chyba ciężkie, bo zrobił to dość płynnie. Złapał mnie jedną ręką pod żebrami. Zabolało! Bardzo bolało! Nie wiem jak, bo nie kontrolowałam tego, ale usłyszałam swój jęk. Przeraźliwy jęk bólu... wtedy nic się nie odzywając przeniósł rękę pod moją głowę, która bezwładnie na nią opadła. Jęknęłam, ale ciszej i już raczej z ulga... Zrobił krok i usłyszałam plusk wody.
-Kurwa mać! Woda! - Krzyknął z irytacją. Wtedy uświadomiłam sobie, że musiałam leżeć w rowie... zakręciło mi się w głowie. Ostatni raz udało mi się otworzyć oczy. Uchwyciłam jego zatroskane spojrzenie, szybko odwrócił głowę. Miał zaciśniętą szczękę. Chyba był zły. Nie wiem, ale nie dziwię mu się! Sama jestem zła na siebie, że się kurwa nie odsunęłam!... Oczy zamknęły mi się i odpłynęłam w niebyt... więcej już nie pamiętam... zemdlałam... albo umarłam... Jak dla mnie mogłabym już nie żyć -pomyślałam jeszcze...
Potem był już tylko ból. Tak... to pamiętam najlepiej. Ten przeraźliwy ból, którego nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi... no może życzyłabym go tylko jednej osobie na tym bezsensownym świecie. Czułam się tak jakby moja czaszka popękała na miliony kawałków. Zaraz po uderzeniu poczułam jak moje nogi odrywają się od szosy. Poczułam za plecami zimny wiatr i opadłam. No i jakby nie było, kolejna fala bólu. Tym razem na plecach. Chyba słyszałam jakiś szum... albo to w mojej głowie szumiało...? Wilgoć wokół bioder. Ból głowy nie dawał mi pomyśleć. Siedziałam w jakimś zagłębieniu. Gdy tak zajmowałam się myślami o sobie całkiem zapomniałam o człowieku, który mi to zrobił. Byłam ciekawa czy jestem tu sama...?? I wtedy zobaczyłam światła zawracającego auta. Przyglądałam się tym manewrom. Podjechało bliżej i zatrzymało się. Ktoś wysiadł. Był to chyba mężczyzna... obraz miałam zamazany. Coraz bardziej kręciło mi się w głowie. Odwróciłam od niego wzrok, myślałam, że tylko na chwilkę, ale gdy znowu go tam skierowałam jego już nie było. Na początku pomyślałam, że uciekł dupek ! Ale zorientowałam się, że jego auto nadal tu jest. I wtedy zobaczyłam jego twarz przed moją. Pochylił się nade mną i przyglądał się mi, a ja jemu. Miał ładne, głębokie brązowe oczy, był młody, może trochę starszy ode mnie. Ciemna karnacja, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo było ciemno, a w głowie coraz bardziej mi się kręciło... Powieki robiły się coraz cięższe.
-Nic Ci nie jest? - usłyszałam. Otworzyłam szerzej oczy. Chciałam wykrzyczeć mu w twarz: Jak to nic mi nie jest?! Wgl jak śmiesz o to pytać?! Wszystko mnie boli! Głowa mi pęka!! A Ty się jeszcze pytasz czy nic mi nie jest? Ale nie umiałam otworzyć ust. Wargi były niesamowicie ciężkie. Nic nie powiedziałam. Podnosiłam tylko co chwile, ale już coraz rzadziej bardzo ciężkie powieki. Chciałam mu się lepiej przyjrzeć na wypadek gdyby chciał mnie tu zostawić i uciec, a ja mogłabym spokojnie podać jego rysopis. Miał ciemne włosy... i więcej nie zobaczyłam, bo gdy po raz kolejny zacisnęłam powieki już nie mogłam ich otworzyć... głowa nadal bolała i także zrobiła się niespotykanie ciężka. Jej też nie miałam siły utrzymywać... nie chciałam jej już utrzymywać. Opadła...
-Cholera! Nie! - znów usłyszałam jego głos i nagle oderwałam się od ziemi, ten chłopak mnie podnosił... Nie ważyłam za dużo, ale dla niego podniesienie mnie nie było chyba ciężkie, bo zrobił to dość płynnie. Złapał mnie jedną ręką pod żebrami. Zabolało! Bardzo bolało! Nie wiem jak, bo nie kontrolowałam tego, ale usłyszałam swój jęk. Przeraźliwy jęk bólu... wtedy nic się nie odzywając przeniósł rękę pod moją głowę, która bezwładnie na nią opadła. Jęknęłam, ale ciszej i już raczej z ulga... Zrobił krok i usłyszałam plusk wody.
-Kurwa mać! Woda! - Krzyknął z irytacją. Wtedy uświadomiłam sobie, że musiałam leżeć w rowie... zakręciło mi się w głowie. Ostatni raz udało mi się otworzyć oczy. Uchwyciłam jego zatroskane spojrzenie, szybko odwrócił głowę. Miał zaciśniętą szczękę. Chyba był zły. Nie wiem, ale nie dziwię mu się! Sama jestem zła na siebie, że się kurwa nie odsunęłam!... Oczy zamknęły mi się i odpłynęłam w niebyt... więcej już nie pamiętam... zemdlałam... albo umarłam... Jak dla mnie mogłabym już nie żyć -pomyślałam jeszcze...
No to prolog jest :) Podoba Wam się? Piszcie komentarze, proszę. :P Niezbyt dobrze przyjmuję krytykę, ale jakoś dam sobie z nią chyba radę. xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz