sobota, 25 maja 2013

Rozdział 3

Dzisiaj mnie wypuszczają... Leżałam tu cale 2 tygodnie. Zayn oczywiście wkurzał mnie swoja codzienna obecnością. Chociaż bez niego byłoby nudno... Zoey tez mnie odwiedzała, ale nie tak czesto jak on,  czasami nawet spal na łóżku obok... powiedział mi ze do końca tego tygodnia nie mają z chłopakami żadnych koncertów, a mamy już wtorek. Nadal wkurzał mnie całym tym swoim wielce gwiazdorskim życiem, ale czasaaami, zaczynałam w nim dostrzegać normalnego chłopaka... Zdaje mi się... Napeeno tylko mi się zdawało. Dobra, muszę iść się przebrać w ciuchy, które ostatnio przyniosła mi Zoe, zaraz wychodzę...
-O Boże! - jęknęłam. - nie wierzę! - Moja przyjaciółka mnie wrobiła! Przyniosła mi koszulkę z całym zespołem One Direction, a domyśliłam się tego tylko po napisie i zdj Zayna. Było mi trochę przykro, ze reszta chłopaków nie przyszła do mnie ani razu... Chwila, chwila... Jak to: przykro mi?? Przecież ja ich wcale nie znam! Oni mnie tez nie, wiec nie rozumiem o co mi samej chodzi...
-Nie ubiorę się w to - mruknęłam. - Ach,tak... to jeśli nie ubiorę się w to, to w co ?? Nie mam nic innego... - Zoey już widocznie o to zadbała. Ciekawe czemu mi to zrobiła?! Pewnie Zeyn ją przekupił, może nawet ją pocałował, to byłoby w jego stylu. - zakpiłam w myślach, ale tak naprawdę było mi smutno na samą taką myśl. Dlaczego??
No cóż... Musiałam ubrać to co miałam:
Przebrałam się i usiadłam na swoim łóżku. Wzięłam do ręki butelkę wody i już miałam upić z niej łyk, gdy drzwi mojej sali się otworzyły i wszedł do środka mój lekarz. 
-Panno Nathalie, zaraz opuści Pani nasz szpital i chciałbym, aby wypełniła Pani ankietę co do opieki tutaj. Bardzo nam na tym zależy. - powiedział poważnym tonem. Trochę zdziwiona wzięłam od niego kartę i długopis, nie miałam gdzie pisać, więc pisałam opierając kartkę na kolanach. Były pytania o opiekę pielęgniarek itd. Facet przysunął się bliżej i patrzał mi przez ramię co piszę...! Wkurzyło mnie to. Nie będę niemiła... Albo w sumie... Co mi zależy? I tak już wychodzę.
-Było miło, jeśli można tak nazwać pobyt w szpitalu, ale mogłoby być jeszcze milej, gdyby nie patrzył mi Pan doktor przez ramię na ankietę. - powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem. Trochę zakłopotany mężczyzna bez słowa się odsunął, ale po chwili powiedział:
-Ktoś do Pani przyszedł i czeka za drzwiami. Może wejść? Wygląda na niecierpliwego. - Kiwnęłam tylko głową i oddałam mu jeszcze ankietę. Po chwili do środka wszedł Zayn.
-Ooo! Fajna koszulka! Wyglądasz w niej jeszcze bardziej seksownie niż w piżamie. - zaśmiał się. Jak widać bardzo dobrze się bawił... Ja siedziałam nadal na łóżku i patrzałam na niego z poważną miną, ale nawet to nic nie dało. On nadal naśmiewał się ze mnie.
-Od kiedy jesteś moją fanką, co?
-Od nigdy! Malik, możesz się już zamknąć?! Przyznaj się! Maczałeś w tym palce. Czym przekupiłeś moją NAJLEPSZĄ przyjaciółkę?? - zapytałam akcentując słowo "NAJLEPSZĄ". - Nie wierzę, że tak mnie wrobiła! - wykrzyczałam.
-Ej! Okey! To moja wina. Nie gniewaj się na nią... - już się ze mnie nie naśmiewał, ale nadal miał te iskierki w oczach i uśmiech na twarzy.
-Czym dała się przekupić?? Mam nadzieję, że to było coś bardzo cennego. - powiedziałam gniewnie, ale tak naprawdę bałam się, że przekupił ją tym... o czym pomyślałam wcześniej. Oby nie... 
-Noo, to było coś bardzo cennego, nie martw się... - nadal się śmiał.
-Co takiego?? - O nie... Na pewno ją pocałował... w sumie to czego ja się czepiam?! Kurde, co się ze mną dzieje?? Czy to dlatego, że wiem ile ma kasy?! Niee...! Nie mogę tak nawet myśleć, nigdy taka nie byłam! Nigdy nie chodziło mi tylko o kasę... i nigdy nie będzie.
-No niech Ci będzie. Powiem: umówiłem ją na randkę z naszym Niallerem. - powiedział i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Nie pohamowałam westchnienia ulgi. Dziwnie na mnie spojrzał, ale na szczęście o nic nie pytał. 
-Przykro mi, musisz już iść, wychodzę ze szpitala. - powiedziałam i wytknęłam mu język. Zrobił smutną minkę.
-Naprawdę Ci przykro?
-Hmm... Daj mi pomyśleć... Odpowiedz brzmi: nie, ani troszeczkę nie jest mi przykro. - znów wytknęłam mu język.
-To dobrze, bo przyjechałem po Ciebie. Dobrze wiedziałem kiedy wychodzisz. Zoey mi powiedziała. Odwożę Cię do domu Mała!
- Co?! - oczy szerzej mi się otworzyły. - Nie! Nie ma mowy!
-No ej! Czemu nie? 
-Nie pojadę z Tobą! - powiedziałam ze strachem. 
-Spokojnie! Nie zgwałcę Cię.. jeszcze nie. - zaśmiał się łobuzersko.
-Nie pojadę z Tobą! - powtórzyłam. - Ty nie potrafisz jeździć!
-Ja nie potrafię? Mówisz do mistrza kierownicy. - zaśmiał się.
-Nie wsiądę z Tobą do auta! Nie zapominaj, ze to przez Ciebie tutaj leżę. 
-Nie noo! Przestań... Wtedy byłem wkurwiony. Teraz będę jechał ostrożnie. Wyobrażę sobie, że... hmm... że wiozę jajko. - zaśmiał się i wytknął mi język. Trochę się już rozluźniłam. Prychnęłam i odwróciłam wzrok udając obrażone dziecko. Zayn znowu wybuchnął śmiechem. - Noo dobra, takie ładne jajko. - Przestałam się obrażać i zaśmiałam się. - Jajko w koszulce z moją podobizną. - dogryzł mi. 
-Przestań już z tą koszulką, dobra??
-Czeemu?? Nie podoba Ci się? Zawsze możesz ją ściągnąć.
-Chciałabym, problem jest taki, że nie mam innej.
-Wiem. - zaśmiał się. Dobrze o tym wiedział! Chciał, żebym została w samym staniku! Dobrze, że chociaż pozwolił Zoey mi go przywieźć. A to głupek! Wzięłam białą poduszkę z łóżka szpitalnego, na którym jeszcze siedziałam i rzuciłam nią w niego. Stał przy drzwiach i opierał się seksownie o ścianę. Seksownie?! Eh... Ciekawe czy robi to specjalnie. Zwinnie złapał poduszkę i rzucił nią we mnie. Mi złapanie jej oczywiście się nie udało, bo leciała z taką prędkością, że powaliła mnie na łóżko. 
-Ała! - jęknęłam i szybko wzięłam ją z powrotem w ręce i zamachnęłam się w kierunku chłopaka. Tym razem on także jej nie złapał. I tak zaczęła się bitwa na poduszki, a raczej na poduszkę. Śmialiśmy się tak głośno, że dziwiłam się, że jeszcze nikt nie przyszedł nas uciszyć. Skończyło się na tym, że poduszka była podarta, a po sali latało pełno piór. Siedzieliśmy zdyszani na łóżku.
-To co? Ściągasz tą koszulkę czy już Ci się spodobała?
-Nie ściągam.
-Ściągasz czy Ci się spodobała? - zapytał ponownie, a na jego twarzy znowu pojawiał się ten łobuzerski uśmiech. zrozumiałam, że muszę wybrać jeden z wariantów odpowiedzi, które zostały zawarte w samym pytaniu.
-Yyyy... Jest... ładna.
-Jest! Haha. Wiedziałem, że ją polubisz.
-Mhmm... - mruknęłam.
-To co? Jedziemy do domu?
-Długo tu leżałam, przejdę się... Nie mam daleko.
-Wiem gdzie mieszkasz Nathalie. A dokładniej to na drugim końcu miasta. - powiedział ze zniecierpliwieniem.
-Nie szkodzi. Dam sobie radę.
-Ale robi się ciemno. 
-Powiedziałam: PRZEJDĘ się.
-Okey, okey. Jak chcesz... Jeszcze zobaczymy. - zaśmiał się.

Ja szłam chodnikiem, a ten głupek jechał zaraz koło mnie autem. Ludzie za nim się wkurwiali, że jedzie tak wolno, aż w końcu zaczęli go wyprzedzać. 
-Natt nie wygłupiaj się, no! Wsiadaj. - namawiał.
-Nie wsiądę, dobrze o tym wiesz i to nie ja się wygłupiam tylko Ty. - przecież mówiłam mu, że chcę się przejść.
-Przestań... No dalej wskakuj. Będę jechał ostrożnie, obiecuję. 
-NIE. I zamknij się. - chyba się wkurzył, bo już od pewnego czasu się nie odzywał. Postanowiłam więc wykorzystać ten czas i zadzwonić po taksówkę. Zdążyłam tylko wyciągnąć telefon z kieszeni, gdy usłyszałam ten przeraźliwy pisk opon, po którym po moim ciele przebiegły paraliżujące ciarki. Brr... Co to było?! Zobaczyłam przed sobą Malika, nie wiedziałam co się dzieje, a on szybkim ruchem wyciągnął mi z dłoni telefon, który trzymałam nadal przed oczami. Spojrzał na mnie i wybuchł śmiechem. Na drodze stało jego auto, a za nim zaczynało się już zbierać sporo aut. 
-Co Ty odwalasz?! Pojebało Cię??
-Ej! Ej! Nie tak ostro Mała. - powiedział i puścił do mnie zalotne oczko, wtedy i ja się zaśmiałam. - Po co dzwonić po taksówkę, skoro ja Cię mogę podwieźć? - skąd on wiedział, że ja chcę zadzwonić po taksówkę? 
-Po taksówkę?? A nie mówiłam już czasem, że chcę się przejść? - Powiedziałam i uśmiechnęłam się sztucznie. - Chciałam sprawdzić godzinę. - Skłamałam. Wymyśliłam to tak na szybko. 
-Sprawdzić godzinę? Dobra, dobraa...
-No tak! Przecież mówię! Nie wierzysz mi?!
-Nie
-Co?
-Zegarek masz na ręce. - powiedział z udawanym zniecierpliwieniem w głosie, ale po chwili zaśmiał się, gdy zauważył, że otwieram usta, ale nie wiem co mam powiedzieć. Auta stojące za jego samochodem zaczęły coraz głośniej domagać się jego powrotu za kierownicę, ale on jak widać nie przejmował się tym. 
-Jedź, bo się niecierpliwią. - powiedziałam tylko.
-Bez Ciebie nie wsiądę. - powiedział i uśmiechnął się łobuzersko.
-No jedź! Dalej! Ja nie wsiadam! No jedź, bo przecież tutaj nie mogą Cię wyprzedzić!
-Nie. - odpowiedział krótko. W końcu któryś z kierowców wysiadł i szedł w naszą stronę. 
-Możesz odjechać tym autem na par... Zayn Malik?! Wow.! Moja córka uwielbia Wasz zespół. - Przyglądał się Zaynowi jakby zobaczył milion dolarów ustawionych na chodniku w cztery równiutkie kolumny i podpisanych, że są jego. Boże, co za idiota... 
-Proszę Pana, proszę nie krzyczeć tak głośno, bo zaraz będzie tu pełno fanek, a tego nie chcemy... - powiedział trochę nerwowo chłopak.
-Yyy... Dobrze. - zakłopotał się mężczyzna. 
-Mógłby mi Pan w czymś pomóc?
-No pewnie! Jasne! - Zayn szybko rozejrzał się wokoło. I nie potrzebnie, bo jakaś dziewczyna go zobaczyła i zaczęła piszczeć. "Aaa!! Zayn Malik tu jest!". Kolejna idiotka... 
-O nie! Szybko! - wystraszył się Zayn. Chwilę później już wiedziałam o co chodzi. Nagle jakby z ziemi wyrośli paparazzi. Błyski fleszy... - Niech mi Pan pomoże. Złap ją za nogi! - Zayn podbiegł do mnie, a mężczyzna jak gdyby nigdy nic wykonał jego polecenie i złapał mnie za nogi, ja nie stawiałam oporu, byłam w szoku. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Chłopak ręką docisnął moją twarz do swojej klatki piersiowej, tak, że na pewno na żadnym ze zdjęć nie będzie widać mojej twarzy i zostałam wniesiona do jego auta. Malik dyskretnie dał coś mężczyźnie i usłyszałam jak mówił mu, że teraz ma iść do auta i jak najszybciej uciekać przed paparazzi, a jeśliby go dogonili to ma nic im nie mówić. Dotarło do mnie jeszcze jak powiedział, że mu dziękuje i wsiadł za kierownicę. Zorientowałam się co się dzieje i zaczęłam krzyczeć, że nie chcę z nim jechać. Chciałam wysiąść z auta, ale sprytnie zamknął je na klucz od wewnątrz. Wdech... Wydech... oddychałam głęboko. Uspokoiłam się i spojrzałam na Zayna, był poważny i skupiony na drodze. Głupia ja powędrowałam za jego wzrokiem i zatrzymałam się na drodze przed nami. Jechaliśmy z prędkością pewnie pięć razy większą od dozwolonej! Myślałam, że zaraz zwymiotuję. Co prawda nigdy nie bałam się szybkiej jazdy, a wręcz ją lubiłam, ale nie, gdy za kierownicą siedzi człowiek, który wcześniej mnie przejechał omal nie zabijając przy tym. Odwrócił się na chwilę i zerknął na mnie. Zaczął się śmiać, głupek. Pewnie moja twarz była cała zielona. Przez całą drogę nie odważyłam się już spojrzeć w przednią szybę, w żadną z szyb nie patrzałam... 

Do mojego domu dojechaliśmy późnym wieczorem... Wyszłam z jego auta chwiejąc się na własnych nogach. Byłam wykończona tą jazdą i wgl tym pobytem w szpitalu. Kierowałam się w już w stronę domu, gdy usłyszałam trzask otwieranych, a po chwili zamykanych drzwi samochodowych i już po chwili Zayn stał koło mnie. Spojrzałam na niego zdziwiona, a po chwili nawet wkurzona. Przyglądał mi się badawczo.
-No co? - zapytał w końcu. - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że mnie nie zaprosisz, co? - zapytał zażenowany...

                                                                                                                                                                                
I jak? Podoba Wam się rozdział? Jak myślicie? Wpuści go do środka? Czego chce od niej Zayn? Komentujcie :) Zostawcie po sobie jakiś ślad, to dla mnie naprawdę bardzo dużo znaczy... Wcześniej chyba nie dało się dodać komentarzy. Przepraszam... Mój błąd, ale już coś poprzestawiałam w ustawieniach i powinno być OK. Spróbujcie... 
Noo... To już chyba na tyle.
Do następnego :) 
Natalia

2 komentarze:

  1. Hmm. . . Dobre dobre niech się coś stanie w tym domu Heh :D tak to ciekawie się zapowiada :*

    OdpowiedzUsuń